Trzeba umieć iść słoneczną stroną życia (Maria Rodziewiczówna) |
Zachodnia Ukraina, czyli Sylwester u Hucułów
W ostatniej chwili zdecydowałem się powitać Nowy Rok na Huculszczyźnie. Pojechaliśmy tam na 6 dni. Zachęciło mnie głównie spędzenie tego wyjątkowego dnia w tradycyjnych, huculskich klimatach. Lubię poznawać nowe miejsca, ludzi, smaki, tradycje. Ukraińska Czarnohora oferuje to wszystko za nieduże pieniądze. Byłem we Lwowie swoim autem w 2003 roku i staliśmy po 6-7 godzin na granicy w obie strony, zastanawiając się co ci celnicy robią w tych gazelkach (stróżówkach) czasem i przez kilkadziesiąt minut, nie odprawiając żadnego z aut. Latanie z karticzkami, łapówki, przemyt i handel paliwem, stacze wymuszający haracze, dziwaczne procedury i bałagan organizacyjny skutecznie mnie zniechęciły do wyjazdów w tamte rejony na 8 lat. Wyjazd autokarem ma jednak to do siebie, że udało nam się stać na granicy nie dłużej niż 3 godziny. Patrząc z zażenowaniem, ale i współczuciem na korek samochodów osobowych i bezradnych kierowców utwierdziłem się w przekonaniu, że mimo upływu lat tutaj nic się nie zmieniło. Nie mam pojęcia jak to rozwiążą ten problem podczas Euro2012.
Stolica Hiszpanii, czyli życie jak w MadrycieW drodze powrotnej z Maroka zatrzymałem się na dzień w Madrycie, a właściwie dzień i wieczór, bo stolica Hiszpanii właśnie po zmierzchu wygląda najciekawiej i najwięcej się tu wtedy dzieje. Spacerując po Madrycie odnosi się wrażenie, że to szykowne miasto. Prawdziwa stolica, real Madryt ;)... Majestatyczne budynki, ozdobne frontony, muzea, parki, stadiony, pomniki, fontanny i ludzie, elegancko ubrani, barwni, ciekawi.Zatrzymałem się w hostelu niedaleko Placa Cibeles, gdzie jest przystanek autobusu z lotniska (koszt jedyne 2 EU). Uliczka prowadząca od niego wychodzi wprost u zbiegu alei Alcala i Gran Via. Zaglądam do jednego z wielu popularnych tu barów Tapas. Zamawiam una grande cerveza i szaszłyka z frytami oraz tortillę. Smacznie i syto, nawet niedrogo, ok. 8 EU za wszystko.
Marakesz, czyli jedno oko na MarokoMaroko interesowało mnie od dawna. Po wizycie w Tunezji, Egipcie czy Turcji sądziłem, że niewiele mnie zdziwi czy zaskoczy w tym arabskim kraju, a jednak.... Doleciałem do Marakeszu przez Dublin i Porto, zajęło mi to 3 dni, tylko dlatego że chciałem przy okazji przesiadek poznać nie tylko lotniska, ale również te skądinąd ciekawe miasta. W końcu wylądowałem w Maroku według lokalnego czasu ok. 19.00, gdy już było całkiem ciemno. Dojazd autobusem z lotniska to tylko 20 dirham, czyli jakieś 7 zł, choć taksiarze czekali na frajerów licząc sobie za kurs po co najmniej 100 dirham, o czym miałem się za kilka dni przekonać w drodze powrotnej.
Porto, czyli widok na Atlantyk po raz pierwszy
W drodze do Maroka, miałem przesiadkę w Porto. Chciałem przy tej okazji poznać choć trochę miasto i zobaczyć Atlantyk nie tylko z samolotu, więc zdecydowałem się na jeden nocleg, dzięki czemu miałem czas na spokojne zwiedzenie miasta wieczorem i następnego dnia. Wysiadłem na lotnisku w Porto pod wieczór. Pierwsze kroki skierowałem na stację metra, a właściwie szybkiej kolei naziemnej. Po wyjściu z tunelu na peron zobaczyłem niestety odjeżdżający skład. Mając nadzieję, że za jakieś 3-4 minuty nadjedzie kolejny podszedłem sobie spokojnie do planu linii dostrzegając rozkład jazdy, z którego wynikało, że pociąg odjechał 6 minut przed czasem. Co gorsza następny miał być dopiero za dwadzieścia minut. No cóż, szkoda. Czekam.
|
|
You need Flash player 6+ and JavaScript enabled to view this video.
|
|




















